Od tej miejscowości powinienem zacząć całą opowieść o Sycylii. Jak to bywa przy spontanicznych opowieściach umknęło mi to zupełnie. Ale już nadrabiam.


Milazzo było naszym pierwszym przystankiem po zjechaniu z promu. Dla ścisłości, prom opuściliśmy w Mesynie ale poza zakupem karty do telefonu nie zatrzymaliśmy się tam na dłużej.


Milazzo zachwyca od samych granic miasta. Przechadzając się Via Tindaro La Rosa od razu można poczuć klimat wakacyjny niczym w filmach z Miami. Nadmorski deptak oddzielają od ulicy wysokie palmy. Nadaje to wybrzeżu niesamowitego klimatu. Następnym punktem na drodze jest port, z którego nie tylko odchodzą promy ale również wypływają niewielkie kutry rybackie. Jedyne co mąci widok to najgorszy rodzaj działalności ludzkiej. Zamiast widoku błękitnego morza i dziewiczego wybrzeża mamy widok na dwie wielkie rafinerie. Ich industrialny wygląd szpeci horyzont. 


Ten widok łatwo sobie zrekompensować udając się na przylądek Milazzo. Samochód można zaparkować pod restauracją Il Faro.


Wędrując niespiesznie szlakami pośród drzew i opuncji dotrzemy do latarni morskiej. Zbudowana w 1853 roku po modernizacji w 2013 została w pełni zautomatyzowana.



Dalej wzdłuż klifu wspinamy się do punktu widokowego, z którego pod gęstymi koronami drzew po kamiennych schodach dostaniemy się aż do basenu Venus. Jest to naturalna formacja skalna tworząca basen, w którym w ciepłe dni można się wykąpać.


Obierając drogę powrotną warto odwiedzić pomnik aktora Pippo del Boro, z którego rozciąga się przepiękny widok na zatokę i zachód słońca. Drogą przez ruiny i zabytkową bramę dotrzemy spokojnym spacerem z powrotem na parking. 



Wizyta na półwyspie była świetnym rozpoczęciem sycylijskiej przygody.








Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bio - od narodzin do współczesności.

"Czuły barbarzyńca" Bohumil Hrabal

Savoca