„Błony umysłu” Jolanta, córka Ireny, wnuczka Bronisławy i prawnuczka Ludwiki

Czy macie czas, aby czasami zastanowić się jakie znaczenie ma otaczająca nas bliska rzeczywistość? Czy potraficie odnaleźć znaczenie wyboru kubka zamiast filiżanki do picia herbaty?

Jeżeli tak jak ja nie macie na to czasu, albo zwyczajnie nie wpadliście na to, aby poszukać głębszego sensu w codziennych czynnościach, ta książka jest dla Was.

„Błony umysłu” Jolanty, córki Ireny, wnuczki Bronisławy i prawnuczki Ludwiki, wydana przez Dowody na istnienie obnaża właśnie filozoficzne znaczenie codzienności. Porusza sprawy niekiedy bardzo przyziemne i odkrywa ich znaczenie. Kieruje nas w stronę uważności i patrzenia na rzeczywistość pod zupełnie innym kątem, z szerszej perspektywy.


Tekst zaczyna się od bardzo trudnego pytania o tożsamość kobiety, oraz o to, kim jesteśmy. Jest to chyba najstarsze filozoficzne pytanie, na które odpowiedź nastręcza najwięcej problemu. Te dwa pytania na początku sprawiają, że pękają w naszym umyśle błony, a wszystko nabiera głębszej przejrzystości. Dzięki temu książkę chłoniemy jak gąbka wodę.


„Jak przedstawiać się mają kobiety, skoro pozbawione są własnego nazwiska? [...] Kobiety nie mają przeszłości, ich historia w oczach społeczeństwa sprowadza się do jednego życia. [...] przecież nazwisk panieńskich nie ma. Są raczej kawalerskie nazwiska ojców.”

Po tak mocnym wstępie autorka przechodzi płynnie do rozważań egzystencjalnych, którym towarzyszą skrawki codzienności, jak chociażby przepis na kabaczki. „Historia w gwałtownych skokach, ludzie w popłochu, talerze leciały z rąk. [...] Czy ludzki krzyk na pewno się rozprasza i ginie bez śladu? Czy wygasa i nigdy nie wraca?” Natomiast w kolejnym akapicie „Kabaczki z pomidorami poleciłabym każdemu bez wahania”.

Jolanta celnie analizuje nas jako ludzi i nas jako społeczeństwo, pokazując, że jesteśmy kulturą jednorazowości, umiejącą tylko brać, oraz że można nas porównać do rożków i pucharów lodowych. „Wydaje się, że we własne ciało mamy wpisane używanie i wykorzystywanie wszystkiego, co zdołamy schwytać. Tacy oto jesteśmy. Przerabiamy świat na własną tkankę.” „Być może nie warto byłoby zajmować się lodami [...] gdyby nie fakt, że różne sytuacje, a także ludzkie charaktery, wreszcie kultury i cywilizacje mają cechy żywo przypominające lody o jednym smaku, o wielu smakach i pucharki wypełnione wszystkim, co tylko może przyjść do głowy.”


Moim ulubionym, w tej chwili, fragmentem jest rozprawa o kubku. Autorka dowodzi, że wybór naczynia do picia nie tylko ma wymiar praktyczny ale też filozoficzny. Określa nasz stosunek do samych siebie i do otoczenia oraz do postrzegania przez nas ważności chwili. Jest to fragment, który moim zdaniem najlepiej opisuje naszą codzienność.

„Kto pije z kubka, nie wie co to przemijanie. Kubek może być wyszczerbiony, mieć porysowane szkliwo, ale trwa. Już samą masywnością budzi zaufanie. [...] Kto pije z kubka, myślami może być gdzie indziej, tymczasem filiżanka wymaga skupienia na niej uwagi.”

Książka jest bardzo cieniutka i jest to chyba jej jedyny minus. Chciałoby się razem z autorką dotykać drugie dna rzeczywistości. Chciałoby się, aby te przemyślenia płynęły nieprzerwanym strumieniem. Niestety Jolanta Brach – Czainy zmarła 16 marca 2021 roku. Mam nadzieję, że po przeczytaniu „Błon umysłu” sami będziemy kontynuowali ten strumień myśli i uważności.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Czuły barbarzyńca" Bohumil Hrabal

„Iskra” Katarzyna Tkaczyk

"Ludzie z Placu Słońca" Aleksandra Liczak