Miejsce - Wojciech Szwiec

Jak byście opisali swoje miejsce? To, w którym żyjecie i to, w którym czujecie się bezpieczni? 

Wydawnictwo Silesia Progress, jak nazwa wskazuje, wydaje książki głównie związane ze Śląskiem i śląskością. W ich zbiorach trafiają się takie perełki jak “Miejsce" Wojciecha Szwiec.    

Jest to opowieść o codzienności lat 70 na Śląsku. Książka o szarej rzeczywistości, o familokach, kopalniach, alkoholizmie, rodzinie oraz trochę o tożsamości płciowej.  Opowieść niby o zwyczajnym miejscu, jakich wiele, a jednocześnie pełna metafizyki i historii regionu. 

“Rodziła się nowa epoka. Wiatr zwiastował powolny koniec rolniczego Śląska. Tworzyła się nowa kultura i nowy świat - epoka węgla kamiennego. Czterdzieści jeden lat po wielkiej burzy w roku 1779 powstała w Dolnych Łaziskach pierwsza w tym okręgu kopalnia <<Szczęście Henryka>>. […] Gdziekolwiek by nie stanąć, jeśli się rozejrzeć, zawsze gdzieś na horyzoncie widać kopalniany szyb albo rosnącą w okolicy brunatną hałdę.” 

O obyczajowości i przemianach społecznych wśród młodzieży tamtych lat. Młodzieży, którą cechowało rozluźnienie obyczajowości do tej pory strzeżonej tradycyjnymi rodzinnymi wartościami. 

“Młode dziewczęta trzymały mocno odświętne spódnice. […] Walczyły zaciekle z lekkością materiału i szalonymi podmuchami wiatru. Robiły to z ogromną finezją. Wszak była połowa lat sześćdziesiątych. Młode dziouchy strojne i kolorowe odsłaniały nogi. Obcisłe bluzki i spódnice wydobywały z młodych ciał te kształty, które ich matki i babki skrzętnie ukrywały przez całe życie. Chłopcy […] w milczącym zachwycie przyglądali się walce płci i wichury. Czekali na odsłonięte uda, odkryty przez szalejący wiatr rąbek bielizny.”     

Ale Śląsk to nie tylko barwne kopalniane i społeczne opisy. To też kraina oczami przyjezdnych pracowników z innych terenów Polski. Pracowników szukających lepszego jutra, dobrobytu. Śląsk jawił się im jako odległa kraina tak różna od tego, do czego przywykli. 

“Dla przyjezdnych z Polski ta okolica była potworem. Nie potrafili zrozumieć tego twardego języka. […] Mieszkania straszyły wilgocią, żyli tu w wynajętych, wieloosobowych, zapchlonych pokojach.  […] wegetowali, gdzie popadło. Cały ten świat obdarty był ze wszystkiego, co kochali. Nie znali takiego żaru. Nie wyobrażali sobie życia pod ziemią.  […] Zapominali o pozostawionym gdzieś daleko świecie. Zapominali o rodzinach i tradycjach. Tu pozostali obcy. Tam wracali jako goście. Śląski potwór pożerał ich pamięć z dnia na dzień, czyniąc ich maszynami do produkcji żelazostopów albo wydobywania węgla.” 

Taka mieszanka musiała się źle skończyć. Kultury się wymieszały, tradycje poszły w zapomnienie, a było to na rękę partii. 


“Śląsk zapadł na chroniczną sklerozę. Ci, którzy tu przyjechali, nie chcieli pamiętać, skąd przyszli. Byli i tacy, co nie chcieli zaakceptować nowej ziemi. Nabrani na Eldorado. Społeczeństwo ogarnął marazm. Nikt nie chciał już niczego pamiętać. Ludzie odcinali się od swoich korzeni. […] Świat stanął w miejscu, potem już zaczął się tylko cofać.”


Ta książka dokłada jeszcze jedną cegiełkę do nauki o śląskości. Wszystkie dialogi są pisane w języku śląskim. Nie martwcie, skoro ja, który ze Śląskiem nie ma nic wspólnego, jestem w stanie je zrozumieć, to Wy tym bardziej nie będziecie mieli z tym problemu. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Czuły barbarzyńca" Bohumil Hrabal

„Iskra” Katarzyna Tkaczyk

"Ludzie z Placu Słońca" Aleksandra Liczak